"Pociągnąłem trochę dżinu z tonikiem, który jest moim ulubionym koktajlem na lato. Sporządzam go z autentycznego schweppsa — zawarta w nim chinina chroni mnie przed malarią, oraz autentycznego boodlesa — zawarty w nim alkohol chroni mnie przed rzeczywistością. "
Nelson DeMille
A wiecie że dzień po wklejeniu poprzedniej notki faktycznie zrobiło się minus siedem? Doskonale to pamiętam. Taka ze mnie „chmurka” po godzinach.
Sporo czasu minęło. Wiosna. Nowy rok, nowe nadzieje. Za oknem ponura, podająca rękę samobójcom pogoda.. ale wierszyka o niej nie będzie. Dziś nie wypada.
9 rocznica. Każda skłania ku nieprzyjemnym refleksjom, dodatkowo zmusza do podsumowań których nie cierpię.
Wredna codzienność temu sprzyja.
Na początku 2015 roku odeszła osoba bardzo ważna w życiu mojej córki. Przerwana została ostatnia nić łączącą ją z matką, jej idealnym obrazem wysnutym z opowieści zmęczonej kobiety mającej we krwi przedwczesne rozstania. Przyszła pora by dołączyła do córek, kilku mężów, całego stada cieni którym w milczeniu, przez wiele lat zapalała światełka.
Zastanawia mnie czy doszło do konfrontacji z najmłodszym dzieckiem czekającym na zmęczoną kobietę po drugiej stronie. Udało im się stanąć twarzą w twarz? Wyobrażam sobie to spotkanie wieczorami, po swojemu, jak zbliżają się do siebie pośród czarnych, pokutnych barw bezgłośnie przerzucając nawzajem pytaniami oczekując nareszcie szczerych odpowiedzi. Jak wpatrują się w siebie zastanawiając- które bardziej tęskniło.
Czy tęskniło w ogóle?
A może nie było pytań tylko skowyt oskarżeń podbity pieczęcią tego jednego dnia, 9 lat temu, kiedy stało się nieodwracalne. Jedno jest pewne- dwa cienie, gdzieś pomiędzy niebem a piekłem, znają już odpowiedzi których ja nie poznałem popełniając ciężki grzech zaniechania.
Przyjdzie pora i na moje ostatnie spotkania. Dowiem się wszystkiego.
Kiedy zadzwonił telefon z hiobową wieścią zapamiętałem swoją pierwszą myśl. Zupełnie nieadekwatną do sytuacji. Przed oczami, zamiast płaczącego dziecka stanął mi przepełniony grób który za kilka chwil miał ponownie zazgrzytać odsuwaną płytą aby przyjąć dodatkowego lokatora.
-” Ja już się tam nie zmieszczę”-westchnąłem.
Widocznie tak musiało być.
Miejsce mojej młodości coraz bardziej przypomina osadę widmo, prywatne „Silent Hill” gdzie powietrze napełnia mnie przerażeniem i depresją. Nie ma śladu dawnego ciepła, mimo tego że spędziłem tam najbardziej beztroskie lata. Chcę mieć spokój-tam się nie położę.
Pamięć to wyrachowana dziwka.
Przepracowanie sprawiło że rozsypał mi się organizm. Na krótko, to prawda, ale sygnał był na tyle znaczący, że zmusił mnie do zmiany codziennych przyzwyczajeń. Ktoś bliski napisał mi ostatnio że mnie „nie lubi” bo nie mam dla niego czasu. Błąd. Nie miałem czasu dla nikogo, dla siebie na miejscu pierwszym. Takie życie, zastanawiać się nie ma nad czym. Świadomy wybór, idiotyczna ucieczka od wszystkiego. Na szczęście z moim niewzruszeniem wygrała tęsknota.
Wracam do dawnego życia.
Odpoczynku.
Poszukiwań i smakowaniu nowej muzyki.
Lektury nowych powieści.
Kto wie...może i do pisania..
(śpieszę uspokoić-nie poezji)
Ostatnio wiele myślałem o tym po co mi to miejsce. Chyba już wiem..
Słuchawki na uszach.
Nie słyszę wiatru szalejącego za oknem.
11 komentarzy:
Teskniłam za Tobą, dobrze, że Jesteś.
Dbaj o siebie!
Demony - którymi nazywam te gorsze wspomnienia - wyłażą czasem z szafy i każą sie zatrzymac, przypomniec, zastanowic...
Cieszę się, że jesteś. Nawet jeśli tak jak teraz, nie znajdę odpowiednich słów, zawsze Cię wysłucham.
Zostawiam piosenkę.
https://www.youtube.com/watch?v=mqiH0ZSkM9I
ode mnie, dla Ciebie...
A ja Cię przytulam. Mam pyszną zupę, szkoda że Ci nie mogę podrzucić miseczki :-)
Pamięć to dziwka, zdecydowanie. Takie rocznice chyba nigdy nie napawają optymizmem. Ale w sumie widząc tytuł notki nie liczyłam na nic wybitnie radosnego. Za to cieszę się, że jesteś.
Co do ostatnich kilku zdań - mam wrażenie, że mogłabym się podpisać pod nimi każdą z moich kończyn. Mam nadzieję, że oboje powrócimy do normalniejszego nieco świata i funkcjonowanie w nim nie będzie zbyt bolesne.
Dzięki za świetną muzykę. Teraz też już w moich słuchawkach.
Yo ziomek!
Materdeniu... Jaki piekny glos ma ten mezczyzna!!!!
Zamykam oczy.. Siadamy na fotelach, wyciagamy nogi, w kominku ploną drwa... W dloni szklanka alkoholu., tam mozna tego sluchac...
Dobrze mi... Przy tej piosence... Ironicznie ale dobrze.
Fajnie, że jesteś.
poczekam aż dzieci zasną i puszczę sobie.....bo gdzieś mi isę zgubiły słuchawki...
śmierć....nieodąłaczna towarzyszka naszego życia. śmierć jest końcem....jest początkiem.... jest przepustką do innego wymiaru....dla bliskich cierpiących po utracie kochanej osoby jest początkiem piekła....piekła związanego z nieugaszonym żalem....który może z czasem osłabnie choć nie jest powiedziane.
To się cieszę, że jak Cie nie mam tu, to mam Cię gdzie indziej (hmmm...zabrzmiało dwuznacznie)
Spokojnie ziom :) Z moim poczuciem wartości wszystko w porządku. Wpisy na moim blogu mają natomiast to do siebie, że odzwierciedlają stany najbardziej skrajne, zazwyczaj chwilowe, albo takie, których w danym momencie nie mogę znieść. W każdym bądź razie, choć różowo nie jest, zawsze mogłoby być jeszcze gorzej. Chociaż mam nadzieję, że nie będzie.
A Lublin rzeczywiście zaczyna wyglądać coraz bardziej wiosennie ;)
nigdy sobie nie wyobrażałam spotkań bliskich, tych którzy odeszli dawniej, z tymi którzy odeszli stosunkowo niedawno, gdzieś tam....
nie zastanawiałam się czy te cienie/dusze w ogóle się spotykają, czy są.
kiedyś się przekonam. mam nadzieję, ze nieprędko, bo jest jeszcze tyle do posmakowania.
ps. dziksze góry, lubię. bardzo lubię Bieszczady. niekoniecznie Tarnicę, nie Połoninę Wetlińską, ale te wszystkie mniej oczywiste trasy. uwielbiam to, ze można leźć, leźć i leźć i nie spotkać żywej duszy. niestety są trochę dalej od górek po których hasam więc jakoś tak rzadziej w nich bywam.
a zatem... niech maj Ci sprzyja i niech Ci się uda wyprawa w góry :)
Prześlij komentarz