środa, 21 maja 2014

Pałac

Co miało się wydarzyć, minęło pozostawiając miłe wspomnienia.
Dla mnie święto mojej córki rozpoczęło się w niedzielę o poranku. Nie przyjeżdżałem wcześniej celowo, pozwalając rodzinie na choćby odrobinę komfortu, choć bez wynajęcia pokoi hotelowych przecież obyć się nie mogło. Wzorowa frekwencja. Brawo, kochana rodzino.
Pierwsze minuty to fascynacja pięknem podszyta nieudolnie skrywaną dumą. Poczułem się zupełnie bezbronny w obecności aniołka o podnieconym spojrzeniu, nagi, pozbawiony codziennego pancerza który pokruszył się w kilkadziesiąt sekund pozostawiając mnie zadziwionym, milczącym i pokornym w oczekiwaniu na to co miało nadejść. Niezwykły dla mnie stan. Niezwykła chwila.
Ceremonia rozpoczęła się od błogosławieństwa-tuż przed nim miałem okazję skrzyżować spojrzenie z przyjacielem ze szkolnych lat. Skinęliśmy sobie uprzejmie głowami, świadomi jak wielka obecnie dzieli nas przepaść. Tego co minione, niedopowiedziane, stracone. Szkoda.
Msza prowadzona była przez księdza którego na pierwszy rzut oka oceniłem-”Jest w porządku” . Młody, uśmiechnięty, czarował przyjaznym, choć zdecydowanym podejściem do rozentuzjazmowanych dzieciaków. Kilkadziesiąt godzin później, dowiadując się od Matki jak bezlitosne popełnił „faux pas” wobec mojego dziecka na jednym z komunijnych spotkań w obecności koleżanek i kolegów, warknąłem jedynie że powinien podziękować bożej opatrzności. Uchroniła go od mojej obecności na tym spotkaniu. Gdyby stało się inaczej ,kuria musiałaby szukać zastępstwa na samą uroczystość. Nie jest łatwo wznieść do modlitwy połamane ramiona, a z obitej mordy wydobyć-”Módlmy się”. Takt albo się ma, albo nie. Jeśli go brakuje -zawsze pozostaje klasztor z regułą milczenia.
Szybki spacer do miejsca gdzie wszyscy mieli nadzieję nareszcie spocząć. Zjeść coś ciepłego. Sala „Pałacu” to dla mnie miejsce szczególne. Byłem nawet przeciwny wyborowi tego miejsca na imprezę „po” jako bezwzględny wróg wspomnień które dzisiaj nic dobrego przynieść już nie mogą. Myliłem się, kolejny raz.
Przestrzenna sala kolumnowa podziałała na mnie niczym narkotyk. Ten sam rozstaw stolików. Goście Ci sami. Niewielkie zmiany w ilości zmarszczek. Czy ktoś za chwilę położy mi dłoń na ramieniu i pocałuje w policzek, niczym 14 lat temu? Zastukają obcasy i usłyszę śmiech który wciąż czasem budzi mnie w nocy? Nie.
Wyzbyłem się wątpliwości. Historia potrafi uroczo zatoczyć koło i walczyć z tym nie sposób.
Tymczasem prawdziwa bohaterka tego popołudnia z godnością pełniła rolę gospodyni. Roznosiła symboliczny chleb, przyjmowała życzenia, prezenty, przysiadała się do gości. Szczęśliwy, usunąłem się w cień wodząc za Nią jedynie obiektywem, najczęściej z ukrycia, uwieczniając każdy grymas, pomijając pozy,konsekwentnie odmawiając „ustawek” .Czas mijał niezwykle szybko.
Wieczorem dawno nie widziany kuzyn zaprosił mnie na rozmowę bez świadków. Zaskoczył mnie ten przejaw sympatii. Nigdy nie byłem specjalnie „rodzinny”. Zgodziłem się bez oporów.
Pośród nocy, biwakując w samochodzie, wpatrzeni w spływające po przedniej szybie krople deszczu wspominaliśmy stare dobre czasy. Bez egzaltacji, żartując i śmiejąc się z życiowych błędów których nam dwóm, czarnym rodzinnym owieczkom, nigdy nie brakowało. Spoglądaliśmy na siebie z malejącym dystansem bojąc się przyznać że mimo wszystko odpowiada nam taki stan rzeczy. Szczera rozmowa. Raz na kilka lat.
Raz, a dobrze.
Kiedy przemoknięty wróciłem do domu dziecko spało twardo wtulone w poduszkę i ulubionego, pluszowego kota. Tego samego którego podarowałem Jej wiele lat temu. To dobrze że pewne rzeczy po prostu się nie zmieniają.




22 komentarze:

jagna pisze...

Chciałam napisać coś mądrego, ale jakoś nic mi do głowy nie przychodzi... Napiszę tylko, że opisałeś to w niezwykły sposób, w każdym słowie czuć dumę i to, że byłeś tam naprawdę obecny (mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli).

Pozdrawiam.

Margarithes pisze...

Pięknie :)

serdeczności

Wierci-Pieta pisze...

Ja juz sie teoretycznie kończe z Tobą taplac, a Ty dopiero jakies warunki stawiasz - o toplesie gadasz ;) Za późno... Nastepnym razem (puszczam Ci oko) ;)

Wierci-Pieta pisze...

A ja Cie właśnie za takiego mam - bezbronnego, pozbawionego pancerza, nagiego ( ;))...
Mówiac całkiem serio - nie odbieraj tego negatywnie...
Taki jesteś gdy piszesz o córce np. A ja do takich ojców mam słabosc - chociaz moze nie bede tego wyjaśniac.

sza... pisze...

wzruszyłam się:) ale to takie fajne wzruszenie... życzę Ci wielu takich momentów z Córą:) a Jej jak najwięcej tego zwyczajnego szczęścia na co dzień:)

Marharetta pisze...

czytając prawie poczułam, to jak bardzo byłeś dumny :)
miło, że tak bardo miło, minął ten dzień.
a na koniec napiszę jeszcze tylko, że lubię tą nutkę, którą zapodałeś :)

edenlas pisze...

Piękny dzień , pięknie opowiedziany przez dumengo tatę:)



I dziekuję...

loonei

Gosia pisze...

Zmienia się,zmienia, wszystko. A przede wszystkim my. I bardzo dobrze. Nie mozna stać w miejscu, kiedy czas tak nieubłagalnie płynie, bo za chwilke obudzimy się w nie swoim łóżku, w nie swoim domu, w nie swoim życiu.
To, ze życie zatacza krąg ciągle we mnie uderza, nie sam krąg a same te słowa, nawet dziś na adoracji się to powtórzyło. Ja jeszcze tego nie doświadczyłam albo może po prostu nie ma to dla mnie znaczenia?! Kto wie.
Ale Tobie jak widzę, takie zatoczenie było potrzebne, zeby... nie wiem po co właściwie, pewnie Ty wiesz. I dobrze.
Bo nie ma złych wspomnień, że tak powiem trywialnie, wszystkie na coś się przydają, bo kimże dziś byli byśmy też bez tych, które kiedyś nas połamały?!

Pielęgnuj tę Iskrę! Znaczy tę, która zrodziła się w Twoim sercu, choć nie "uskrzydliła".
Myślisz, że dasz radę? Masz na tyle odwagi i siły?

:D

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Marzynia Mamcia pisze...

Tami, Tami, wzruszasz nas wszystkie... Przy opisie miejsca, gdzie było przed laty wasze przyjęcie aż mnie ciarki przeszły, potrafisz oddać obcym przecież ludziom słowami to, co czujesz i cały nastrój chwili, i jeszcze retrospekcję...
Wiem, że to może zaboleć tych, którzy nie mają dzieci, ale niesamowite, nie mające ŻADNEGO przełożenia na inne, uczucie gdzieś z głębi mitochondriów wychodzące, gdy patrzy się z miłością na swoje dziecko, jest tym, co najważniejsze w życiu.
Ściskam Cie serdecznie - Marzynia

88kania pisze...

Zaczytałam się, nawet przez chwilę walczyłam z łezką w oku. Coś czuję, że ta mała księżniczka może być Córeczką Tatusia :)
A określenie "tańcząca z szaleńcami" - no nawet Ci to wyszło, nie powiem :)

Anonimowy pisze...

Dumny tata słychac było w kazym słowie. Piekny dzień. Zycze wielu pieknych chwil spedzonych z Twoja ksiezniczką:)Pozdrawiam ciepło lilicz74

tamirian pisze...

- Jagna-dziękuję ;)
- Margo- serdeczności pełne wzajemności :)
- Wierci Pięta- Niech Cię obraz mojej bezbronności za bardzo nie zmyli.Dotyczy on wyłącznie córki. Poza tą słabością jestem zwyczajnym, wyrachowanym draniem.
- Sza- Moje dziecko póki co ma tyle szczęścia na co dzień ile Jej potrzeba. Jedynym zmartwieniem są wydarzenia losowe na które wpływu nie mamy. Oby omijały Ją tak jak do tej pory.
- Marharetta- Dziękuję. :) Dumę faktycznie czułem. A ten zespolik co gra pod notką odkryłem niedawno...i wstyd mi że tak późno.
- Piboha- Przyjmuję Gosiu że pewne rzeczy się po prostu zdarzają, bez drugiego dna. Podobnie jak ta historia która zatoczyła koło. Niespecjalnie cokolwiek się we mnie rozpaliło, nie odnalazłem Boga ;)Duma-to tylko i aż.
- Emigrantka- Nie bawmy się w demoniczność. Po prostu jest to strona otwarta i każdy ma prawo tu zajrzeć. A ponieważ nie wiem kto to robi-pełne zdjęcia znane są znajomym. Nie widziałem na blogu zdjęć Twojego syna ;)
Blog poszedł w stronę pamiętniczka. Banalne, ale odpowiada mi to.
Orion był frustratem. Tamirian na interii idiotą.
- Marzynia- Cieszę się że Ci się podobało.
- 88 Kania- Nie może, a jest :) i zostanie jako jedynaczka. Koncentracja na byciu lepszym ojcem nabiera kształtów. To jest dla mnie bardzo ważne bo wciąż zauważam swoje braki.
- Lilicz 74- Dziękuję. Na pewno będzie tych chwil bardzo wiele.

Marharetta pisze...

lepiej późno niż później :) ja też ciągle odkrywam coś fajnego muzycznie i jestem zdziwiona, że jak to? ja tego nie znałam? a to przecież takie nie-nowe? :)lubię te moje odkrycia :)

Rrruda pisze...

niesamowicie wzruszające.....za parę lat i mnie to czeka. wyobrażam sobie co czułeś w tej chwili.....każdy rodzic kiedy następuje jakiś ważny moment w życiu dziecka przeżywa i wzrusza się nieraz jeszcze bardziej nić dzieć;)

Karolina pisze...

Tym razem... zaskakująco wzruszający. I wzruszony.

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Gosia pisze...

Tamirian na interii był idiotą?
raczek zuchwały, arogancki i zaczepialski :)
Tu wyspokojniałeś.
Tylko, czy to żle? :)

tamirian pisze...

Marharetta-Ostatnio odpłynąłem w bardzo dziwne, spokojne muzyczne rejony-edukowany przez przyjaciół. Stan chwilowy, zapewne niedługo zatęsknię za czymś mocniejszym :)

Ognista-Czeka Cię, czeka. Można wierzyć w Boga, można nie wierzyć-przeżycie i tak kolosalne :)

Karolina - Potrafię tak czasami :)

Emigrantka- Owszem, jestem, choć nie zapaleńcem. W Lublinie sport na najwyższym poziomie to właśnie..żużel :) Ale Ty masz na pewno większe tradycje w byciu fanką tego sportu :) Zgrzytać zębami można do woli. Uważaj na szkliwo :)

Piboha- No i widzisz Gosi, jakby nie patrzeć to.... muszę się z Tobą zgodzić :)

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Wierci-Pieta pisze...

Tak jak pisałam - gdybym była facetem to chyba do plakatu Angie bym nie tylko wzdychała ;))))))

Gosia pisze...

Radosław - olewasz nas! wiem, nie lubisz pełnego imienia ale... do jasnej cholery!...
tęsknimy... no... za .... eee... Tobą!
No dobra, już, powiedziałam to!
xD xD xD

[nie obijaj sie blogowo :*]