Tym razem info zwrotne nastąpiło szybko. Zadzwonił telefon.
-Gdzie jesteś?-zapytała rozemocjonowanym głosem
-Pięć kilometrów i dwa ronda od Ciebie.
-To bądź za parę minut metr ode mnie.
-Co się stało?-zapytałem zdziwiony. Na pewno nie czekała na mnie z obiadem w samej bieliźnie. Nie ta kobieta i nie ta kuchnia mówiąc ściśle. Raz spróbowałem i wolałbym wypad na zupę z kory plus makaron z korników.
-Przyjedziesz to zobaczysz.
Postanowiłem odłożyć maleńkie zakupy wyobrażając sobie najgorsze. Czego mogła chcieć? Pomocy w ukryciu zwłok kolejnego kandydata na „dochodzącego”?
Na parkingu przed blokiem w którym mieszkała powitała mnie gromadka dzieci i Ania w osobie własnej, ubrana w stylowy dres z boleśnie różowymi pasami na spodniach.
-Ładnie wyglądasz-rzuciłem przez drzwi zupełnie bez wiary że mi uwierzy.
-Chodź..-zaczekała aż wysiądę i pociągnęła mnie za rękaw w stronę betonowego murku okalającego parking.-Przykucnij!-nakazała
-Zwariowałaś do reszty czy tylko zamknęli Ci aptekę?
-Przykucnij mówię.
Przykucnąłem.
-A teraz mam prosić Cię o rękę?
-Powiedz mi-dołączyła do mnie wskazując na coś palcem-Co to, do cholery,jest?
Spojrzałem „po paluszku” .Wskazywał on nie mniej ni więcej tylko węża, młodziutkiego, około 40 centymetrowego, wygrzewającego się leniwie na rozgrzanym betonie.
-Wąż...-mruknąłem zaciekawiony. Uniosłem się lekko i zmarszczyłem brwi na widok ślicznego zygzaczka-od głowy do ogonka.-a konkretnie żmija.-dodałem
-Jesteś pewny?-wydyszała-Może to zaskroniec albo inna jaszczurka?
-TO jest żmija zygzakowata, tak uważam. Po to mnie wezwałaś? Trzeba było sobie sprawdzić na internecie...
-Wujek Roman przyszedł, popatrzył i stwierdził ze to zaskroniec....Ale fakt, odchodził prawie biegiem..Problem w tym że tego tutaj pełza -skinęła głową na chaszcze przy murku-jak naliczyliśmy około 10 sztuk, w tym jedna bardzo długa sztuka..Pewnie mamusia..
Dopiero teraz zauważyłem że zaśmiecone jesiennymi liśćmi podłoże wciąż się porusza i skrzypi mimo braku wiatru.
- I co ja mam teraz zrobić? Dzieciaki latają po podwórku, nie można na chwilę zostawić ich samych.
-Dzwoń.
-Gdzie?Do Gucwińskich?!
-Albo poczekaj....-zawahałem się.-Internet w domu masz?
-Nawet bezprzewodowy, a co?
-Chodź, rzucimy okiem na zdjęcia. Póki co pozbieraj dzieciaki.
Mogłem się mylić. Chciałem się mylić.
Dupa z tyłu.
-Żmija zygzakowata, odmiana jasna-wzruszyłem ramionami przed monitorem
-Dokładnie.....-szepnęła Ania-Jakby tej na podwórku zdjęcie zrobili...Dzwonimy?
-Tak, na początek do nadleśnictwa. Wyszukam numer.
Wyszła na balkon polując na zasięg. Kiedy wróciła- mord miała w spojrzeniu.
-I co?
-Wyobrażasz to sobie?-wrzasnęła-Ten idiota po drugiej stronie najpierw się roześmiał, a potem zapytał-A jakie ten wąż ma oczy, proszę pani? Co mu miałam powiedzieć? Wytrzeszczone, figlarne, rozmarzone, koloru błękitnego nieba? Wariatkę ze mnie zrobił.
-Nie przyjadą?
-Na policję kazał dzwonić, albo do Straży Pożarnej
-Straż będzie rozsądniejsza, masz, dzwoń.
-Na balkon idę-warknęła-Z papierosem, tym razem.
Wróciła po 10 minutach, usiadła obok w kucki i westchnęła ciężko.
-Zapytał o oczy?-zagadnąłem ze współczuciem.
-Zdziwił się...Powiedział że to niemożliwe, jest koniec marca, żmije śpią..
-Trafiły nam się ranne ptaszki...co dalej?
-Przyjadą. Będą za kilkanaście minut.
Byli. Prawdziwym wozem gaśniczym, w prawdziwych, połyskujących w słońcu, hełmach. Pięciu dzielnych rycerzy stanęło nieruchomo przy murku przestępując z nogi na nogę.
-Zaskroniec!-wydał oświadczenie najniższy, za to dowódca.-O! Tam też zaskroniec. I jeszcze jeden...To zaskrońce proszę Pani.
-To są żmije!-głos Ani drżał z gniewu.-Sprawdziliśmy w internecie! Żmije jak nic!
-Rodzina zaskrońców, proszę mi wierzyć, mieszkam tu od dziecka, znam się na wężach..Tomasz!Wypełnij z Panią protokół.
-To były zaskrońce proszę Pana-wtrąciłem.-Ale były, bo wie Pan-skinąłem na koleżankę-Kto z kim przestaje....Teraz to żmije, a jak Pan widzi ,w tym bloku mieszka dużo dzieciaków.
-Niech nie dotykają..
Popatrzyłem na niego przeciągle zastanawiając się od kiedy do pracy w Straży Pożarnej przyjmuje się bez testów psychologicznych.
-I jaki protokół mam podpisywać??-Ania rozzłościła się na dobre. Zaciśnięte piąstki wskazywały że za chwilkę mogły być potrzebne jeszcze inne służby mundurowe.
-Mandat za nieuzasadnione wezwanie-odparł z flegmą dowódca
-Słucham??
-Żartowałem....Taka procedura, po każdym wezwaniu musimy to spisać.
-Czyli nic z tym nie zrobicie?
-A co mam robić z zaskrońcami?-zdziwił się dowódca-niech sobie pełzają..
Odniosłem wrażenie że gdyby przed tym człowiekiem przeparadowała 10 metrowa anakonda podśpiewująca w posuwistym rytmie „My Słowianie” również ochrzciłby ją zaskrońcem, trzymając się swojej wersji nawet gdyby zaczęła go pożerać.
Rycerze w stalowych hełmach pozbierali się w mgnieniu oka na rozkaz dowódcy, z taką gorliwością jakby ruszali do pożaru. Anna stała wpatrując się w odjeżdżający wóz strażacki z otwartą buzią, trzymając małą karteczkę w dłoni.
-Popatrz...-wykrztusiła-Co on mi dał..
Tytuł? Protokół przekazania obiektu/terenu. Treść w adnotacji napisana ręcznie?
„Węże wypuszczono do lasu”
Byłem przekonany że żmija rozparta pod murkiem, rozkoszująca się promieniami słonecznymi, uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko.
Sprawa miała swój finał dwa dni później, o tym wiem już tylko z opowiadań. Mieszkańcy bloku również mają internet. Porównali zdjęcia. Poruszyli niebo i ziemię, złożyli wspólną skargę.
Węże uprzątnięto. O dziwo, obyło się bez ukąszeń.
Ps.
W poprzedniej notce opisywałem prezenty urodzinowe jakie miałem zaszczyt otrzymać. Myślałem że nic mnie już nie zaskoczy ale....kiedy dotarł do mnie prezent od Pibohy ,cały Lublin zatrząsł się od mojego radosnego śmiechu. Zawieszka na łańcuszek, święta...Znając mój stosunek do kościoła i wiary katolickiej trzeba było sporo tupetu..albo fantastycznego poczucia humoru aby mnie tym obdarować. Zażartowałem sobie nawet że zawiśnie na tym samym łańcuszku co pentagram, będę zabezpieczony na każdą okoliczność. (na wszelki wypadek zaznaczam-żartuję również z tym pentagramem)
Twój prezent Gosiu sprawił mi ogromną radość, dziękuję. Niespodziewany, bardzo miły.
Odwdzięczę się równie oryginalnym.
Na zdjęciu oryginalna bohaterka notki. Prawdziwa modelka, spokojna, bez lęku wpatrzona w obiektyw.
25 komentarzy:
podarujesz mi pentagram???
uhahahahahahahahahahahahahaha!!!!
:)
:)
:)
Spróbuj tylko, to przyjadę i jak Cię walnę to cały Lublin ze zdziwieniem odkryje, że krwawy deszcz sie polał z nieba!
:D
hahahahahahahahahahahahaha!!!!
ale fajna ta piosenka...
se czasem wpadam poczytać Twoje notki raz enty, a do tej będę wpadać dla muzyki.
Jakaś taka... spokojna, optymistyczna...
Późno już jest, spać nie mogę... Zmęczona jestem ale oko mi się zamknąć nie może. Madźka popłakuje troszkę, nie mam pojęcia czemu, dziś rano ledwo się do porządku doprowadziłam po nieprzespanej nocy!
A co do węży i innych pełzaków. Dobrze, ze mam męża pod ręką, a on ma kumpli wiernych, zawsze wspólnie zajmują się takowymi "ewenementami" przyrody. Podziwiam znajomą, zagorzałą anty-chłopiarę, ja bym chyba nie mogła, zresztą wiesz.
Ale... życie pisze różne scenariusze.
Spadam, książka na mnie czeka!
świetna nuta!
p.s. Tami, dziękuję :)) Ty wiesz, za co... a jak nie wiesz, to i tak Ci nie powiem :D
p.s. 2. pentagram? nie rób jaj! za dobry jesteś, żeby być złym :P
Historia faktycznie ciekawa,widać ze strazacy ,chyba zlekcewazyli sprawę. Swietnie opisywałes ,Twoje poczucie humoru mnie rozbawiło:) Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia:)
Dzikie węże... no pięknie, pięknie, dobrze, że ktoś się jednak uparł, zaskroniec, żmija, wije się? Wije!
:D :D :D
No to niezła historia Ci się trafiła. Czytałam niczym powieść sensacyjną albo inne dzieło akcji. I proszę, zamiast błogiego spokoju miałeś całkiem ciekawe przygody :)
A u mnie miało być dobrze i jest dobrze, nic się nie bój. Tylko od czasu do czasu weryfikują mi się pewne znajomości. Boli to trochę przez chwilę, ale potem wraca do normy. Za to to, co najważniejsze na szczęście pozostaje bez zmian :)
mnie tez ostatnio nosi po różnych górkach i pagórkach, po lasach i dolinach. to fajna pora, bo jeszcze nie ruszyły całe stada ludzi na szlaki więc można w ciszy i spokoju delektować się przyrodą :)
co do historii...
nie do wiary... chociaż niestety z obserwacji coraz częściej mi wynika, ze niektórzy ludzie wykonują swoją pracę na odwal się albo tak jakby wykonywali ją za karę. i o ile, jeśli pani w sklepie swoją kwaśną miną fizycznie krzywdy nikomu nie zrobi, o tyle tutaj chodziło o bezpieczeństwo ludzi. ech. kiedy przeczytałam o mandacie za nieuzasadnione wezwanie, byłam w stanie nawet w to uwierzyć.
pozdrawiam.
A to ci urodzaj! Jednak Gucwińscy (sorki za pytanie, ale czy oni jeszcze zyją?)wezwani na odsiecz, przynajmniej by sie poznali na zagrożeniu.. a tak? wygrała wiara w to co chce się widzieć! albo ignorancja ;)
Loonei
I ciesze się, że się przydałam! ;)
Właśnie podpowiedziałeś mi, gdzie się wybrać w plener przy kolejnych sprzyjających warunkach pogodowych :) Chętnie znów pobuszuję z aparatem.
Postawy służb mundurowych nawet komentować nie będę. Dobrze, że Anna mogła liczyć na Twą pomoc.
I cieszę się, że znów piszesz z większą częstotliwością. Liczę na to, że to tak na stałe. Pisałam Ci już jak lubię Cię czytać? ;)
AAa a gołąbki oczywiście z mięsem! Kaszy malutko.. czasem zamiast kaszy ryż... :)
Może kiedyś...
fiu fiu to ja zapraszam strażaków na "zaskrońce" do wsi mej przecudnej oraz gwarantuję, że na bank się nie pomylą nigdy więcej...o ile przeżyją to bliskie spotkanie;) niestety coraz częściej spotykam się z takimi absurdami dosłownie wszędzie, a najwięcej tam gdzie chodzi o zdrowie i życie ludzi... smutne to...że bezmysł się tak szybko rozprzestrzenia... a co do muzy to smaczliwa jak zawsze:)pozdrawiam
ZE ŻMIJĄ mam takie skojarzenie - ukąsiła pieska mojej teściowej, teściowa rzuciła się na murawę i zaczęła wysysać jad z rany z taką siłą, że . Wszyscy mieli nadzieję, że połknie (pies też) ale jednak odpluła. :/
Czyżbyś wrócił na dobre? :) częstotliwość tekstów wzrosła.. super :)
Kompletnie nie mam doświadczenia ze żmijami.. chyba, że z tymi biurowymi... niestety w moim też takie pełzają ;D dlatego szacun dla Ciebie za wiedzę i umiejętne rozpoznanie :)
O matko, no to nieźle im zależało na zajęciu się swoją pracą i bezpieczeństwu (dzieci przede wszystkim!). Swoją drogą jakąż siłę wobec całej załogi ma jeden człowiek, który z góry stwierdza, co to jest, bo on jest taki pewien, że aż nie ma co gadać. Irytują mnie takie interwencje :/ Ja kiedyś jak zadzwoniłam na policję, to na przyjazd czekałam... trzy kolejne telefony, które musiałam wykonać : /
Nie wiem czy sobie tego życzysz, czy nie, ale mam zamiar tu wpadać bo nie mogę sobie odmówić wizyt u "starego" znajomego. Zniknąłeś z interii i dupa blada - przepadłeś, a tu proszę przypadek.
Pozdrawiam.
Fakt zamilkłem na dość długo - ale życie wywinęło psikusa i musiałem wylać swe żale na światło dzienne. Tym oto sposobem znów zacząłem pisać i szukać dawno czytanych blogów - jak długo to potrwa nie wiem, ale chętnie wrócę do lektury.
Pozdrawiam.
tyle się napisałam... i chyba mi go zeżarło :( mógłbyś sprawdzić?
oj boshe:)))))))))) tyle strażaków i jednej małej miji nie dali rady:)))))))
jakbym to była ja......to po prostu niewiele się zastanawiając butem bym tą żmiję rozgniotła
Piboszka.....z prezentem pojechałaś po całości;)))))))))
Moim zdaniem brygada dzielnych mężczyzn sama bała się żmijek, więc próbowała zamydlić Wam oczy, żeby nie musieć ich pacyfikować :D
He he he :-D Super się czytało! Nasze żmije pogórzańskie nie przychodzą pod dom, ale w Rymanowie Zdroju raz natknęłam się na nią wracając ze spaceru do hoteliku. Weszłam na jadalnię i mówię do Roberta (właściciela) co jest, bo tam też kupę dzieciaków zawsze. Gdy zjadłam, poinformowano mnie, że już problem z głowy, bo Ziutka (stara kelnerka) ZATŁUKŁA JĄ MOTYKĄ!!!.
Tami, no ilez można?! Gdzieś Ty się zaszył???!!! Przyszła wiosna, kwitna kwiaty a nowych notek brak... Nie masz pomysłu?
Zawsze się coś znajdzie... :D
O seks w wielkim mieście leci, widziałeś to kiedyś? :)
Jesteś ostatnimi czasy jakiś spokojny, wyciszony.. nawet muzyką niezadziorny!
zapraszam na moją łajbę ;)
jak będziesz miał czas oczywiście:
niszczarkaliter.blogspot.com
mam nadzieję, ze zbieranie do kupy pójdzie Ci dobrze. nie znoszę mieć kataru. zresztą kto lubi? :)
a moja majówka... świetnie. właśnie zauważyłam, ze kiedy pytałeś, zdałam z niej foto i relację :))
zdrowiej!
nie wiem od czego masz ten katar, ale na mój ostatnio mi Pani w Aptece poleciła tabletki Sudafed - brałam, gdy czułam, że powinnam + do tego duża dawka wit.C i miałam ten katar aż... 3 dni, więc się nie sprawdziła teoria leczonego czy też nie, że trwa zwykle tydzień albo 7 dni :D
i dzięki, hehe, cokolwiek tam u mnie (nie)poczułeś ;)
Prześlij komentarz