“Kolacja”
Cóż Pani podać? Dam wszystko
O czym ma Dama zamarzy.
Sprostam największym wymysłom
Jeśli mi Pani rozkażesz.
Słodycze, lodów puchary,
Owoce na misach dłoni,
Może czerwone kalmary,
Ścieżkę ku sercu odsłonią?
Czyżby makaron po włosku
Usta mej Pani rozchyli?
Rozkazuj ,żądaj po prostu
Jakiego nieba przychylić?
Czy ser skropiony cytryną
Obudzi zmysły uśpione?
By wreszcie musnąć mnie dłonią
Wystarczą udka smażone?
Cóż pani podać? Ja sługa.
Niech mnie deszcz życzeń zaleje
Dlaczego Pani tak mruga?
Dlaczego Pani się śmieje?
Pani spragniona-ja głupi.
To może najpierw szampana?
“Niech Pan nic więcej nie mówi
Ja na kolację chcę Pana!”
tamirian.blog.interia.pl
12.03.2009 rok.
Wszystkie swoje słowa skrzętnie zachowuję. Jestem pieczołowitym archiwistą, najbardziej zawziętym krytykiem również. Człowiek-orkiestra, nieprawdaż?. Dzięki wieloletniemu pisaniu mam komfort zaznaczenia swojej obecności tu i teraz bez wymyślania czegokolwiek, źródełko z którego czerpię wyschnąć nie zdoła. Kojarząc okoliczności napisania powyższego "koszmarka", przy okazji upewniam się że mojej pamięci wciąż jeszcze nie dopadła starcza demencja-doskonale pamiętam okoliczności kiedy i jak, co wywołuje na mojej twarzy uśmiech pełen zadumy. Nie zmienia to jednak faktu że "zabawa słowem" (od poezji są poeci) sprawiała mi przyjemność. Sprawiała-obecnie nie znajduję na nią czasu.
Zatem co? Może jakieś "the best of" raz na zawsze zamkniętego bloga? Dlaczego nie? Bez kitu-z ponad 300 notek kilka wartościowych zdań, dialogów czy opisów ostatni grafoman by wydłubał. Jak nie będzie mądrze to przynajmniej zabawnie albo strasznie. Tu się doda, tam ujmie, zafunduje wiejski tuning..
Wierszydełko napisane niczym na zlecenie "Master Chefa" rozpoczyna serię.
Między nami blogerami-główny narrator wciąż ma kłopoty ze zrozumieniem nie tylko kobiecych potrzeb, ale i krętych ścieżek rozumowania-te niezmiennie prowadzą mnie na bagna bezradności. Wiecie jak to z bagnem? Wciąga. Jak już wdepniesz-nie szarp się zbytnio, podarujesz sobie kilka chwil dla siebie więcej..
Przykłady?
Proszę bardzo. Matka moja ukochana wprawiła mnie w osłupienie urodzinowym prezentem-oprócz stylowego t-shirtu otrzymałem wściekle czerwoną samochodową apteczkę. Pomijając fakt że gdyby kuku wydarzyło mi się nieopodal pól to zleciały by się, kurwa, byki z kilkunastu okolicznych wsi, wszystko wewnątrz co miało tamować, odkażać, czyli ratować przeterminowało się cholernie dawno temu. Opaska uciskowa-09.2003, woda utleniona 10.2007. Czyli co? Daty mają mi coś przypominać? Jestem już tak stary że ranę mogę przemywać czymkolwiek? Wyszła mi data ważności? Kiedy Mama zmieniała samochód dostała dwie apteczki miast jednej w promocji? Pojęcia nie mam. Prawdziwym dramatem jest fakt że akurat apteczkę w aucie posiadam, nie mam natomiast gaśnicy o czym nie omieszkałem mamusię poinformować robiąc dziubek w zamiarze dziękczynnego pocałunku. Na kolejne urodziny będzie jak znalazł.
Moja piękna i mądra przyjaciółka (kolejność niezobowiązująca) której jedynym felerem jest posiadanie męża -podarowała mi na urodziny nakręcaną fokę. Tak! Dokładnie, to zwierzątko uroczo kłapiące płetwami, w naturalnym środowisku będące daniem głównym niedźwiedzia polarnego i kilkakrotnie uwolnionej orki. Trzeba było zobaczyć moje oczy, były równie ogromne co ocean w którym ta bestia zwykła się taplać. Usłyszałem przy okazji że muszę docenić i uszanować prezent bo w trakcie poszukiwań przyjaciółka zdarła obcasy do tego stopnia że zamieniły się w japonki- w związku z czym nie mam prawa protestować z powodu poruszania głową przez moją foczkę tylko w jedną stronę. Z braku innych fok dostałem tę w Lublinie ostatnią, niepełnosprawną. Pozostaje pytanie-co symbolizuje?
W tym przypadku akurat odpowiedź otrzymałem z pierwszej ręki-jestem tak zabawny że rozmawiając ze mną na żywo czy facebooku porykuje bardziej rasowo niż oryginał i niedługo pod jej drzwiami stanie ekipa z "Animal Planet".
Przynajmniej własną główką porusza w obie strony..
Fokę z rzędem mężczyźnie który nadąża.
Dwa różne gatunki, podobne geny. Dlatego czasem tak pasuje to powiedzonko :
"Słuchaj dzieweczko. Ona nie słucha.
Czy CIĘ szlag trafił czyś, cholero, głucha?!"
....... i wzajemnie.
Oczywiście mrużę oko-oba prezenty sprawiły mi ogromną frajdę-pierwszy bo nietypowy, drugi-pomysłowy.
Dwadzieścia lat temu mój ukochany zespół wydał magiczną płytę-"Brave" .Chyba tylko na "Misplaced Childhood" Steve Rothery równie sugestywnie używał swojej gitary.
Do następnego.
12 komentarzy:
Po pierwsze - dziękuję i czekam na jeszcze. Jestem jak najbardziej za "the best of". A po dzisiejszej notce jeszcze pewnie przez sen się będę uśmiechać.
Po drugie - świetna puenta wiersza. Uwielbiam takie, które mnie zaskakują. Też kiedyś pisałam, przestałam z chyba nieco innych względów niż brak czasu.
Po trzecie Marillion... pozwól, że napiszę tylko "mmm".
Pozdrawiam serdecznie.
Ten wiersz bardzo znaczący, sugestywny, albo ja jakaś nakrecona :))
Może też "foczka" bo tak określają co poniektórzy kobiety... No nie wiem...
Ucieszyłam się z tego wpisu bo... pamiętam jak czytałam cały Twój blog ... i cokolwiek by nie mówić grafoman to jednak nie Ty:) ja nie mam weny, nawet na bloga... a co do pokrętnych ścieżek umysłu to... foka mnie rozwaliła dokumentnie i przypomniało mi się jak jeden z moich znajomych podobnym prezentem w postaci wspinającego się po linie pajacyka, zaczął rozładowywać swój stres stojąc w korkach samochodowych... jego widok go rozbawiał... a apteczkę, wściekle czerwoną owszem posiadam! nieprzeterminowaną, ale niekompletną, albowiem nabyłam ją bez auta;)jednak gdybym miała wybierać prezent dla Ciebie, myślę że byłby to obraz... nietuzinkowy, uchwycony milisekundą migawki aparatu... zupełnie spontanicznie... bo czy wszystko musi mieć jakiś ogromny sens?;)
Ps. znowu odpływam:)
W sensie, że urodziny ostatnio miałeś Ziom? No to wszystkiego najlepszego :)
A Ziomem moim jesteś cały czas, nigdzie nie wybyłam, przynajmniej nie na stałe. Chociaż UK od czasu do czasu odwiedzam. Ale dzięks za "lajknięcie" :)
wierszyk... cudny w swej prostocie! i to jest niesamowicie porywające... oddać siebie kobiecie - to wręcz jak nie Ty, gdybyś nie umieścił daty, nie uwierzyła bym, żeś go pisał :P
hahahahahahahahaaaaa :)
dzieci mi sie drą w pokoju, nie mogę w spokoju nawet komentarza napisać! och...
zawsze knocę litanie a teraz dupa blada!
prawie 19.00 - młodszą dziatwe muszę spać położyć :)
A więc... przyjdę jeszcze :) poczytać, posiedzieć, podumać... o tym szampanie...
wierszyk świetny;) taki prosty i optymistyczny;))))))
oryginalne te prezenty
tamte czasy były lepsze w pisaniu bloga, nie? ludzie bardziej otwarci, mniej czepialscy, a później się jakoś wszystko na raz (za przeproszeniem)posrało
dziś osobiście więcej kasuję, niż wklejam... a słowa najważniejsze wciąż trzymam "w środku" - wątpię, czy ktoś zdoła je ze mnie jeszcze kiedykolwiek wydobyć
a w ogóle to ta Twoja trójka z kosą (czy jakoś tak) mi spokoju nie daje, wiesz? ciągle mnie irytuje, że ten rok zsumowany daje "siódemkę" wrr... może dlatego idzie pod górkę?
Hehehehe, no tak, takie prezenty mog wymyślić tylko kobiety :D Ale grunt, że sprawiły Ci trochę frajdy, nie? ;)
Ten wiersz jest w sumie... uroczy, nie bądź dla siebie taki surowy :)))
Co do prezentów, mam pewne teorie: mama jest po prostu nadopiekuńcza, one już tak mają. Zaś przyjaciółce gratuluję oryginalności, której nie można zarzucić na przykład mojemu ojcu i bratu. Jak skompletowałam całą dyskografię Budki, to się załamali, no bo co mi teraz sprezentować z różnych okazji? :D Zero kreatywnego myślenia, poprzestają na kwiatach, ale i tak ich kocham :-)
o tak! to ja podpisuje petycję pod tym "the best of" i dawaj! czemu nie :) zastanawiam się tylko, co takiego mogło by być strasznego, jak sam to ująłeś?... i szczerze powiedziawszy tego wiejskiego tuninga jestem chyba najbardziej ciekawa :):):)
hahahahahahahaha
co do tego rozumowania kobiet... hahahahahah tu się można tylko uśmiać, żaden filozof tego nie ogarnie, albo niestety albo na szczęście. Ale jest tego i dobra strona - jeśli czasem ta niezrozumiałość babskiej natury owiana jest jakąś tajemnicą i zasypana nutką...eee... pożądania to można z taką kobietą wejść... w jej bagno!!! hahahahahahahaha
czyż nie? :)
Ej ej, a od kiedyż to posiadanie męża poprzez przyjaciółkę to feler??! hę? :) trzeba było tą przyjaciółkę zaciągnąć wcześniej przed ołtarz niż jej aktualny mąż :) natomiast jeśli nie było to możliwe... no cóż... lepsza zamężna przyjaciółka niż... emocjonalny worek na plecach zalegający jak wrzód na dupie :)
hahahahahahahaha
ależ ja mam dzis porównania! to ta rybka z grilla mi uderzyła w zwoje!
A wiesz, że nam często wpadały za czasów "codzenia" z Adim w ręce jakieś rzeczy, które w dość krótkim czasie ulegały deformacjom, zniczczeniom itd, i śmialiśmy się nie raz, że trafiały takie rzeczy w adekwatne ręce bo jam oligofrenopedagog :)
uhahahahahahahaha :)
pioseneczke posłuchałam już wcześniej, nie zapadła mi jakoś w pamięć, za co proszę mnie nie lać, moje ucho za ciężkie/za lekkie [niepotrzebne skreśl] na takową muzykę.
i dobiłam do końca to se idę, trza się zająć biednym zbolałym mężem, co to se w paluszek kuku zrobił i ma nietolerancję na szwy szpitalne! ha! dobre nie? :)
Przesyłam,,, pozytywną energię... potrzebujesz jej w ogóle? :)
Nie znoszę tłoku ale przyłącze się do chóru damskich rewelersów - dawaj, ooo dawaj!
:D urocze prezenty, nie powiem :) ciesz się, że szczeniaczka nie dostałeś ;D
P.S. Czyli albo skutecznie rozładowujesz napięcia PMS Twojej Lubej, albo Ona jest tą szczęściarą, której zazdroszczę :) na wypadek gdyby... kilka rad już poznałeś :p
Prześlij komentarz