I choć nie wierzę, by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla Ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz
Rafał Wojaczek-"Prośba"
Na dobre wieści czekamy, złe przyłażą nieproszone. Nadchodzą stadami badając naszą odporność psychofizyczną, czając się o świcie niczym gromadka zombie za siatką podłączoną do wysokiego napięcia. Pierwsza dopadła mnie ponurym świtem na parkingu -zastygłem z niedowierzaniem spoglądając na żałosny kikut który jeszcze wczoraj był prawym lusterkiem.
Ktoś parkował albo z parkingu wyjeżdżał. Aha!
Wykonując powyższą czynność przyjebać raczył w moją własność, ale zostawić grzecznościowej wizytówki z numerem telefonu lub ubezpieczenia- już nie. Karteczki z ironicznym „sorry, takie życie” za szybą-również. Nic się nie dzieje, w ubikacji mam okno z widokiem na parking.
Potrzebuję tylko karabinka snajperskiego. Upoluję gnoja, w końcu moje auto posiada jeszcze jedno, całe lusterko.
***
Wizyta na poczcie gruntownie zreorganizowała moje pojęcie o grzeczności. Mojej własnej. Trzy stanowiska, ale gołębica pocztowa fruwała tylko za jednym. Przycupnąłem w kolejce jako „dupa węża” ,w myślach odmierzając metry dzielące mnie do czoła peletonu. Staruszka 70 +,objawiona znikąd ( młody Winnetou nie dał by rady tak się podkraść)zagaja przyjaźnie:
-Ależ pan się nastoi...
-Sztywno i grzecznie-wyszczerzam zęby. Zerkam na lewy nadgarstek. Tam powinien być zegarek. Ojej, nie dziś.
-Ja tylko po polecony..-tłumaczy słodko przeprowadzając blitzkrieg na moje punktowane miejsce.
-Nie ma sprawy-mruczę mściwie sam do siebie, jednak ustępując.-Kto wie, może to ostatni.
***
Dostaję śmiercionośną wiadomość. Oczekiwał na mnie pogrzeb. Nie idę, ale mimo to wspomnienia odbierają sen. „Druga Mama”. Zapach szlacheckiej jajecznicy, garnca wina miast witamin na przeziębienie, atmosfery wolności, ucieczek z domu pod adres gdzie zawsze byłem miłym, oczekiwanym gościem. Staję nad grobem dopiero po oficjałkach. Kładę kwiatuszka bez szarfy.
Przykro mi.
***
Jedna z przyjaciółek wybaczyła tymczasową izolację. Martwiła się. Doceniam. Kolejna niezmordowanie stąpa po krawędzi, gdzieś między pogadanką a pościelą. Wysyłam życzenia na Dzień Kobiet równie przewidywalne jak to że struś pędziwiatr zwieje, a kojot dostanie wpierdol od wszystkiego, nawet krajobrazu. Telefon rejestruje wylewne odpisy. To chyba jednak moje święto. Brawo znudzeni mężowie. A przecież nawet nie siliłem się na oryginalność.
***
Na urodziny przypomniała sobie o mnie kobieta o której sam spróbowałem zapomnieć ze znakomitym skutkiem. Dlaczego bez wzajemności?
-” Jakież to anioły zmusiły Cię byś napisała do mnie?”
-”Z aniołami nie rozmawiałam, to pewnie kartka w kalendarzu. Życzę Ci radości, miłości..”
-”Chociaż dziś mogłabyś być mi życzliwa.”
-”Co tam u Jagody?”
-” Twój czas minął po „miłości”, dzięki za życzenia. Bez względu na to czy to kartka w kalendarzu czy prawdziwa pamięć.”
To że trójka z kosą złapała mnie za kołnierz nie oznacza że zrobiłem się sentymentalny.
***
Mój przyjaciel postanowił się stoczyć. Kilka miesięcy temu cieszyłem się z jego odpowiedzialności. Odstawił alkohol, leczył się . Wręcz zarażał entuzjazmem, tyle miał energii. Tymczasem okazało się że zamienił jedną używkę na drugą, mocniejszą ,po której nie musi używać gumy do żucia. Rozmawiając z nim wyobrażam sobie znicz. Nieustępliwe, paskudne uczucie. Wciąż jeszcze , przechadzając się zabytkowym, lubelskim cmentarzem nie mam gdzie przystanąć, zadumać się, sięgnąć po zapałki. Niespecjalnie za tym tęsknię, ale jak widać-wszystko przede mną.
***
Czasami, wieczorem, człowiek ma ochotę na drinka-mordercę. Ja również. Opisywanego dnia, wręcz nadzwyczajną. Tyle że jakoś po tym wszystkim... bałem się nalać go sobie. Z butelki :”Jasia wędrowniczka” mógł popłynąć omyłkowo płyn do chłodnicy lub mycia naczyń.
Poprzestałem na mineralnej z cytryną.
***
Notka była, zniknęła, pojawia się ponownie. To proste- czasami piszemy w minorowym nastroju, przytłoczeni wydarzeniami na które wpływu nie mamy. Bywa również że to nie nasze kłopoty są przyczyną takiego stanu, nasiąkamy problemami innych, chłoniemy morowe powietrze którym oddychają nieszczęśliwi ludzie. To dlatego używamy słów i zwrotów które już kilka godzin później nie odpowiadają rzeczywistości, naszemu na nią spojrzeniu. Emocje opadły. Moja chwila słabości nie musi pałętać się po sieci tak jadowicie dosłowna-treść została wygładzona. Słowa, uwięzione na nośniku jako "skowyt" rzucały się w oczy prosząc o decyzję-co dalej.
Przede mną pracowite dni, fajny weekend, sobotni gość, dużo śmiechu, dobrej zabawy. Jest w porządku. Czego i Wam wszystkim życzę.
-
9 komentarzy:
Coz. Cokolwiek wrzuce zaleci banalem. Juz czuje zapach spalonej gumy. Dobra, jednsk powiem. Zycie.
Mimo iż nastrój rzeczywiście przyciężki, mnie się podobał ten tekst :) po pierwsze, chyba Cię po prostu lubię. Po drugie uważam, że lepiej się wypisać niż tłumić. Po trzecie, poczułam te emocje...
Mam tylko nadzieję, że masz się już lepiej...
Karabinek nabyłeś? Gnoja zdemaskowałeś? :)
idz w cholere!
nie mozna zaczynac notki od tekstu, po którym staja mi pewne obrazy przed oczami, od ktorych sie uwolnic nie moge!
poruszyła sie kazda czastka we mnie... a moja wyobraznie zawładnęły obrazy i myśli, które... zdominowały to co czytałam niżej i jasna cholera, z trudem musiałam poczytac jeszcze raz!
ba!
to jaka była pierwotna notka?!
co to jest Tami?? narzekania? opis zdarzeń?
podoba mi się :)
czemu?
bo nie miałczysz, narzekasz z premedytacją, skłaniasz do myślenia, rozwijasz w część dalszą. tego mi brakuje w ludziach narzekająych! dobijają mnie brakiem rozwoju - zreszta wwiesz jakie jest moje zda
nie!
te urwane lusterko... mam cos, co by Ci pomogło w takich sytuacjach, ale wiesz... to już się kłania w Bożą stronę hahahahahahahaha a Ty jesteś niet :P
choć jak mowią, tonący brzytwy sie łapie... :)
ej ej... urodziny...? ja zapomniałam?!!!! nadgonię, poczekaj :)
a teraz spadam - jutro Łagiewniki!!! :)
Już miałam napisac - żeś bardzo "płodny"... Ale cóż ;)
Ostatnio ktoś w sklepie dośc głośno do takiej wpychającej sie staruszki "Pani sie spieszy, a to Pani właśnie ma już dużo - za-dużo wolnego czasu".
Emocje opadły, a wiec Tamiś najlepszego z możliwych weekendów życze...
Twoja muzyka mnie ostatnio urzeka...
Wszystkiego naj naj, by takich Dni Urwanych Lusterek więcej nie było... 37..hmm.. zawsze to lepiej niż rycząca cztrdziecha co mnie teraz czeka, ale "jeszcze" 3 miesiące....eeech..;)
Ostatnio staram się nie zapamietywać zapisaniem zdarzeń beee... jednak jakoś nie znikają dzięki temu...
loonei
rozpełniona ta pełnia... i rzec "na bogato" byłoby przegięciem... więc rzeknę, że zdrowia dla Ciebie i najbliższych, dla Małej Księżniczki w pierwszej kolejności... i tego najmniejszego marzenia, ziarenka pisaku... niech się dopełni: )
a muza kurcze... taka Marillionowa: )odleciałam: )
Mamy kbksy w strzelcu, mogę pożyczyć. Pod ogon gościowi (kobicie?) będzie jak znalazł :-D
Gdy czytałam, troszkie się zmartwiłam i już miałam lecieć pocieszać z jakimś czymś dobrym. Ale zakończenie daje nadzieję, bo jak mówi Grubson (moje łepki słuchają a ja się załapałam): "Nie ważne jak jest źle, a to że mamy w sobie nadzieję, a jak się zjebie to - naprawimy to!"
Słucham... Takie muzyczne klimaty mi odpowiadają.
Czasem pod koniec dnia ma się wrażenie, że niektóre nie powinny się "wydarzać". Ale "przeminie tych kilka dni, znów ujrzę twój uśmiech gdzieś ponad słońcem".
Mam nadzieję, że weekend się udał i wiosna w końcu dotarła :)
Prześlij komentarz