Bądź mi życiem, radością, bądź śmiercią, zazdrościąRafał Wojaczek-”Bądź mi”
Bądź złością i pogardą nieszczęściem i nudą
Bądź Bogiem, bądź Murzynem, ojcem, matką synem
Bądź- i nie pytaj, jak Ci się wypłacę
A wtedy darmo weźmiesz najpiękniejszą zdradę:
Miłość, która obudzi śpiącą w Tobie śmierć
Rozmowa prawdziwa-styczeń 2014
„Opowiem Ci pewną historię pod warunkiem że umiesz słuchać, znajdziesz na to kilkadziesiąt minut, nie będziesz przerywał, patrzył na zegarek, wyciszysz dzwonki w telefonie i postawisz mi piwo. Nie patrz tak na mnie-tak, piwo. Warunek konieczny. Zazwyczaj poprzestaję na soku ale nie dziś. Nie jesteś moim mężem, kochankiem (nie mam pojęcia dlaczego) czy choćby nawet przyjacielem (to dla odmiany wiem) a to wszystko nam ułatwia, prawda? Kiedy wypije pierwsze-postawisz drugie, potem kolejne bez zbędnych pytań. Nie zwracaj uwagi na moje mętniejące oczy, nie zwracaj mi uwagi kiedy język zacznie się plątać. Dzisiaj mogę być kobietą upadłą. Chcę nią być. Ty siedząc obok będziesz moim trzeźwym, lepszym, m i l c z ą c y m alter ego. Zachowaj te minki dla siebie, wypijesz innym razem. Zaopiekujesz się mną, prawda? Odprowadzisz do domu, m o je g o domu, kiedy będę już w dupę pijana i zostawisz przed drzwiami. Nie przelecisz mnie po drodze w żadnej zaspie, nie zaciągniesz w bramę.. Nie? Frajer, łatwo rezygnujesz.
Niepotrzebnie tak się ubierałam.
Zanim uciekniesz, pamiętaj-naciśnij dzwonek. Króciutko. Otworzy opiekunka, utuli mnie do snu, zanim wyjdzie zapłacę jej podwójnie.
Jestem po ślubie dwa i pół roku. Rachunek jest prosty-daje 912 wspólnych dni i pół jednego na dodatek z których prawdziwie fajny był tylko ten pierwszy- rozumiesz, syte poprawiny, krawaty sflaczały, opadły na stół. Narodziny syna, cudowna chwila, nie miała nic wspólnego z nami, to tylko podzwonne tego co mężuś raczył we mnie zostawić. Dalej? Sam wiesz-płacz dziecka, nocne pobudki, wysypki, leki, wizyty w przychodni, wieczna krzątanina. Ja, bogini parkietów, postrach barów , niszczycielka macho i drinków z palemkami, zaliczyłam przeistoczenie wstecznie- z motyla w larwę-niezdarną, wiecznie zmęczoną, wijącą się tam i z powrotem pomiędzy kuchnią ,a skąpanym w różu dziecięcym pokoikiem. Czułam się jak gryzoń zamknięty w klatce, przebierający łapkami w kołowrotku, skupiony na idiotycznym zapieprzaniu donikąd. Mentalny wrak. Ale nie poddawałam się bez walki.
Ocknij się, ktoś mi wypił.
Bliskość. Zapomniałam o niej. Ciąża nie zdemolowała mojej sylwetki, przeciwnie, uwypukliła co powinna, podobałam się sobie, sąsiadowi, kierownikowi warsztatu, szefowi i gówniarzom z pobliskiego ogólniaka. Nie byłam niedojebaną mateczką z przetłuszczonymi kudłami, śmierdzącą mieszaniną potu i przypalonej kaszy manny. Dbałam o siebie. Makijaż był staranny jak zawsze, bielizna świeża, nogi ogolone. Dresy wieczorami wędrowały w kąt. No i...byłam chętna. Pomimo zmęczenia, dla niego, rolę kobiety napalonej grałam bardziej przekonująco niż certyfikowane kurwy, świadoma zagrożeń poporodowego „opadu emocji”. Niestety, małżonek dobrym aktorem nie był. Zaczęły się problemy.
Nie mógł, biedak, co robić. Padał na pyszczek natychmiast po skonsumowaniu kolacji. Nie pomagało wino, dania przyprawione afrodyzjakami, świntuszenie na uszko. Leciał przez ręce mój dzielny żołnierzyk, zapamiętany w walce o lepsze jutro. Kiedy wreszcie moje dłonie, usta, (głównie usta) doprowadzały do rozpaczliwego zbliżenia, przypominało to oglądanie zmagań paraolimpijczyków, przy całym dla nich szacunku- niby wszystko zgodnie z szablonem ale bez uniesień. Dobra-myślę sobie-to tylko krótkotrwały stan przejściowy niczym wyrozumiały nastrój u teścia. Dopiero pewne zdarzenia wyrwały mnie z błogostanu zrozumienia.
Telefon. Raz jeden zapomniał wziąć go do pracy, zostawił w łazience, wyszedł zamykając drzwi. Kilkadziesiąt sekund później zapamiętale do nich łomotał niczym policjanci przed aresztowaniem. Otworzyłam i zdumiona cofnęłam się o krok. On w b i e g ł do mieszkania-nie wszedł. Godzina rozpoczęcia pracy odległa zatem...dlaczego??Dlaczego był tak zasapany, rozgorączkowany.. dlaczego, dlaczego?
Kobieta jest mistrzynią analiz. Czasem nadinterpretacji, zawsze zgodnie z intuicją. Nie miałam okazji zerknąć w pamięć telefonu, zdawałam sobie sprawę że po raz drugi tego samego błędu nie popełni. Nie mógł jednak zabierać ze sobą domowego laptopa mając na użytek swój własny, służbowy.
Samotne popołudnia przestały być nudne.
Łamanie haseł nie było kaszką z mleczkiem. Nie były datą urodzin, pamiętnych chwil rodzinnych okazji. Pomógł przyjaciel w kilkanaście minut otwierając puszkę pandory.
Wiesz ile jest portali oferujących niezobowiązujący seks? Ja nie wiedziałam... Mój własny mąż, za rękę, poprowadził mnie kroczek po kroczku, przez każdy jeden. „Napisała do Ciebie Ona349. Wybraliśmy dla Ciebie „Kasię 17.07”. Używaj gumek, zero analu-warunki konieczne. Po prostu nie mogłam uwierzyć, chociaż.. akurat nie w to że odpuścił seks analny.
Znowu zapomniałeś drogi do baru.
„Diabeł wie wszystko, nie wie tylko gdzie kobiety ostrzą swoje noże”
Zemsta. To przecież zrozumiałe, prawda? Bez awantury, składania dłoni, rozmazanego płaczem makijażu. Założyłam własny profil, zapłaciłam ciężkie pieniądze używając tajemniczej karty kredytowej zaskoczonej przyjaciółki. Zdjęcie? Ależ owszem. Od pasa w dół, takie walory zawsze są anonimowe. Po wszystkim poszłam do łazienki, gdy wróciłam zastałam pierwsze zaproszenia.
Zabawa rozpoczęła się na dobre.
Mężczyzn z uciskiem na jądrach są setki. Tych co mają cokolwiek poza jądrami-niewielu. Arek od pierwszych chwil robił różnicę. Zdystansowany, pewny siebie, pozbawiony wulgarności. Patrzył na mnie ze zdjęcia przystojny mężczyzna z klasą, jak opisywał-nienawidzący zobowiązań. Wspaniale, ja również nie oczekiwałam bukietów róż czy westchnień na przydechu. Opierałam się, choć delikatnie-NIE Maryja Dziewica ale i NIE portowa wywłoka. To pomiędzy miało być interesujące. Było.
Umówiliśmy się na piwo, drinka, sok, cokolwiek, w sumie chodziło o to żeby się zobaczyć. Miałam chrapkę na weryfikację tych obłędnych zdjęć którymi mnie karmił. Żeby było zabawnie, knajpa była nieopodal mojego mieszkania.
Odleciałam na kilka godzin. Śmiałam się, opowiadałam, przeciągałam spojrzenia, kapitulowałam.. Kiedy zaproponował odprowadzenie-nie protestowałam. On również-kiedy ja zaprosiłam go do mieszkania. MOJEGO nie było. Nie wybrałam przypadkowego terminu.
Opiekunka otworzyła, przywitała mnie zdawkowym „cześć” i zmyła się z zagadkowym uśmiechem na twarzy. Wszystko co było dalej pamięta każda cząstka mojego ciała. Nigdy tak nie musiałam zaciskać szczęk w trakcie orgazmu byle nie obudzić małego. Przyszło mi to z trudem. Przyznaję. Czasami powinno się krzyczeć.
Kilka dni później, mimo małżeńskiej ciszy, wszystko zaczęło się uspokajać. On to zrobił. Był rewanż. Zatem, idziemy dalej.
Kobiety czasem nie doceniają mężczyzn. Odmawiamy im inteligencji i wyrachowania. Wykluczamy niespodzianki. Pewnego wieczoru, podczas „ nic nie robienia”, ktoś zadzwonił do drzwi. Arek przywitał się grzecznie z moim mężem prosząc by wyszedł z nim na zewnątrz. Nie miałam czasu na reakcję. Kiedy wyszli niczym zombie poszłam do kuchni, usiadłam, ukryłam twarz w dłoniach. Wrócili razem, choć mój kochanek, tym razem, postanowił progu mieszkania nie przekraczać.
-Żona zdradzała mnie wiele lat-wycedził wpatrując się we mnie jadowicie-Myślę.. że Ty już swojego męża nie będziesz.
Mój wyprowadził się dwa dni później. Zaproszenie do rozwodu nie mogło mnie zaskoczyć. Wiedziałam że stracę wszystko, sama o dowody niewierności męża odpowiednio nie zadbałam. A on, na pendrivie, miał kompletny zapis moich rozmów z Arkiem.
Idiotka.
Moja własna rodzina stanęła murem za mężem. Wyobrażasz sobie? Kim się stałam ogarnięta zazdrością i chęcią wyrównania rachunków? Nie stracę opieki nad dzieckiem, o nie! Mężczyźni są zbyt wygodni, nie lubią ograniczeń. W sądzie jednak przegram z kretesem. To mi pogrożą palcem. Ale jednocześnie dziś oddycham swobodnie, zakończyło się coś co od dawna jedynie krępowało obie strony. Genialnie oddaje to mój tatuaż, tuż poniżej linii bioder. Chcesz zobaczyć?
„je ne regrette rien”
Jestem kompletnie pijana...”
Czy powinno się, choćby biernie, uczestniczyć w czyimś brudnym życiu? Nie poratowałem znajomej dobrym słowem, zresztą... nie oczekiwała tego. To porażające, jak płynna jest granica między winnym/winną, a ofiarą.Jak wiele zależy od okoliczności. Przypadku. Własnej kreatywności.
Czasem cudzej.
Można być ze sobą. Można się rozstać. Jedno i drugie z klasą lub bez. Ci którzy robią to „bez” mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie. Nie mnie ich żałować.
„Ubolewam”-modne ostatnio słowo. Ubolewam nad tym że tak rzadko tu zaglądam, zrobię to nawet na zapas bo nie wiem kiedy będę ponownie.
Dziękuję Wam za zainteresowanie.
I obecność.
26 komentarzy:
Łoooo jeśli chciałeś wbic mnie w fotel ;) to Ci sie udało...
Jeśli chciałeś pokazac, że nie ma nic na zawsze to też, choc o tym akurat wiedziałam...
Nie chciałes, ja wiem... Odbieram zbyt dosłownie, do-siebie...
Post, który zostaje w głowie na dłużej...
Tylko czemu pokoik dla synka różowy? Gender? ;)
Czyżbym była pierwsza?
Piekny wiersz, i cudna nuta...
czysty real... tylko dlaczego ona uważa, że przegra? z drugiej strony, ten jej kochanek, to zwykła szmata... taka ludzka szmata no! i piszę to, nie angażując się zupełnie emocjonalnie w tę notkę - po prostu facet manipulant! i cholernie bardzo przypomina mi to działanie kogoś, nie wiem czy pamiętasz, co mi zrobił mój ex-mąż?
a w ogóle, to przyszłam Ci podziękować za ostatni komentarz u mnie - od bardzo wielu tygodni nie ma nic, co mogło by mi poprawić humor... Ty tego dokonałeś, choć pewnie wcale nie miałeś takiego celu :) dzięki :)
No nareszcie! :) Kiedy zobaczyłam te Twoje kilometry tekstu aż po chipsy poszłam ;D {dziś mam dzień grzechu ;p}
Jak zawsze tekst robi wrażenie... tym bardziej, że na faktach... Życie jest nieprzewidywalne... a już bycie w związku tym bardziej... Ciężki temat... ale i tak Cię poproszę o to, co zamierzałam idąc tutaj do Ciebie ;) proszę jutro o piękne {ale takie Twoje}życzenia z okazji Dnia Kobiet :)
Miłej nocy!
Ubolewam... takie tam słowo. Powodzenia
Im dalej w tekst, tym szerzej miałam oczy otwarte. Wydawać by się mogło, że życie po sakramentalnym "tak" wolne będzie od takich rewelacji, a jednak... Jak widać owo "tak" niczego nie gwarantuje, chciało by się napisać, w dzisiejszych czasach (choć "czasy" akurat niewielkie mają tu chyba znaczenie). Kogo żałować, kogo potępiać? Zgadzam się, że granica płynna i czasem jedyne co zrobić można, to wysłuchać z mocno otwartymi oczyma.
Miło znów Cię czytać. Nawet jeśli na kolejną notkę znów przyjdzie czytać za dwa miesiące.
A skoro już tu jestem pozostawię jeszcze jedno słowo; dziękuję.
Pozdrawiam.
nie teraz... nie w tym momencie... ale... te szczegóły... wrócę, choćby po to...
Dlatego nigdy nie mszczę się (praktycznie) w taki czy inny sposób. To jest rzadko rozwiązanie czegokolwiek, tutaj dałeś akurat bardzo dobitny przykład. I znów dowód tego, że życie pisze najbardziej przewrotne, zaskakujące scenariusze.
Ubolewanie to eufemizm, a te zawsze będą w cenie.
ciężka sprawa. ciężka historia....i przypadek jeden z miliona.
Nooo, to rozumiem! Wracam wcześniej ze szkoły (jedyny taki dzień), robię sobie kawę, odpalam kompa a tu co? Tekst Tamiego, długachny, można sobie wolniutko czytać i smakować. I to Twoje sardoniczne poczucie humoru... Użyłam sobie :-)
Nareszcie!!!
Mało w tym Ciebie samego...
Nie zauważyłeś?
ubolewam nad tym...
Ale cieszę się, że jesteś! JESTEŚ! :)
Przygnębiająca ta historia strasznie. Różne rzeczy dzieją się między ludźmi i rzadko kiedy coś jest "na zawsze". Ale można z klasą lub bez, jak sam napisałeś. A to już zależy od nas. Przyznam, że z tego wszystkiego wolę już mojego nad wyraz szczerego amanta.
Powiedziała Kania, tylko zapomniała się podpisać, durna.
Eee tam - bredzisz ;) "Ja to już tylko rozum...". Bujac to MY ;)
Nie lubię zemsty,a to co ona zrobiła to było upodlenie siebie,zejście do poziomu który reprezentuje jej mąż.
:) cieszę się, że komentarz Ci się spodobał, bo tak brzmiałeś melancholijnie... smutno... ale przez chwilę potem wstyd mi było, że Ty o takich poważnych sprawach... bądź co bądź ciężkich... a ja z popcornem... ale taka była prawda :)
Ale życzeń z okazji Dnia Kobiet nie dostałam ;>
Takie życie okrutne :) Pozdrawiam
Zemsta nie zawsze jest słodka:/
Co to za informacja, że blog nie istnieje?
Historia jak z filmu .
Sama jestem w zwiazku od prawie 20 lat. Cenię sobie wierność,szczerość i uczucie. Jesli tego zabrakło w Waszym zwiazku. Moze i lepszą drogą jest rozstanie.Niz tkwienie w toksycznym zwiazku. Zyczę by ułozyło sie Twoje zycie, by miłosc ,szczerośc i wzajemy szacunek zagoscił na stałe. Pozdrawim serdecznie:)
Współczuję jej, a jednocześnie chyba na tym etapie, na którym jestem, nie wyobrażam sobie pójścia w tym kierunku. Zemsta raczej rzadko się komukolwiek opłaca. A jeśli już, podobno najlepiej smakuje na zimno. Koleżanka o to nie zadbała, żeby najpierw zebrać dowody na męża i została z niesmakiem przegrana na całej linii.
Pozdrowienia, faktycznie szkoda, że tak rzadko piszesz, lubię Cię czytać. Ale nie mnie oceniać, ja też ostatnio rzadziej się odzywam.
jak dobrze, że Cię tu znalazłam... :) bo i ja wróciłam... mam nadzieję, że na dobre... bo z nowym życiem :)
Radek, Ty też na blogspocie? Byłam pewna, że już nie prowadzisz bloga, pozdrawiam serdecznie.
A ja siedzę, czytam, czytam jeszcze raz, wstaję, robię sobie obiad, siadam i czytam.. I tylko jedno słowo ciśnie mi się na usta - "kurwa". Wcale nie w odniesieniu do kobiety. Do wszystkich, do sytuacji. Ludzie są nienormalni, to mój jedyny wniosek. Nie odbieraj personalnie, proszę, to chyba podsumowanie wszystkiego, co ostatnio wokół siebie widzę. Ordynarna, siarczysta kurwa.
Piękny wiersz. :)
Zaglądałam tu często, ale notkę chyba mi diabeł zakrył ogonem.. cóż.. lepiej późno niz wcale..
A znajomej mozna powiedzieć "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" Może tak naprawdę powinna być wdzięczna temu Arkowi, że dokonał ostrego cięcia...
loonei
mmadziulak
i wróciłam do Larwy... na początku nie wiedziałam... nie mogłam znaleźć słów... ale chyba te od Hattori Hanzo będą tymi najbardziej właściwymi dla mnie... "Zemsta nigdy nie jest prostą drogą.To las.A w lesie łatwo zabłądzić, zgubić drogę, zapomnieć, którędy się weszło."... i chociaż podobno "najlepiej smakuje na zimno", to wolę przełknąć gorycz, swoją własną i iść dalej, zostawić wszystko za sobą, nawet jeśli boli, niż babrać się w brudach, błądzić i ślepnąć... jednak lubię patrzeć w czyste oczy lustra:)
Prześlij komentarz