Poprzedni wpis zaskoczył mnie samego. Zawsze odżegnywałem się od prywaty na blogach, czasem jednak zwykły przypadek uzmysławia człowiekowi ,jakiż jest słaby w starciu z emocjami których korzenie sięgają głębiej niż przypuszczał.
Z drugiej strony...niedobór tych emocji, zimna kalkulacja podczas pisania, zakończyła się zamknięciem bloga na interii , zatem nie powinienem narzekać.
Czytając komentarze pod notką uśmiechnąłem się do siebie. Słowa we wpisie są tak nieuporządkowane, bardziej pełne aluzji niż treści, że mogłem Wam jedynie współczuć..
Ostatnie pół roku nie było dla mnie łatwe. Z kilku powodów.Na szczęście w życiu z reguły występuje pewna prawidłowość która nie pozwala Ci oszaleć (lub choćby rozpić czy pogrążyć w rozpuście), objawiona w nowych znajomościach podsuniętych nam przez los niby przypadkiem, ale przecież ...-“nic nie dzieje się bez przyczyny”.
W lutym poznałem kobietę o której, po raz pierwszy w życiu z żelazną pewnością mogę powiedzieć że jest moją przyjaciółką.
Nie miała łatwo.
Ta niewysoka blondynka w ogromnych okularach i malutką kitką upiętą fikuśnie nie z tyłu, lecz na szczycie łebka, po prostu chciała poznać mnie bliżej demonstrując to z podziwu godnym uporem przy każdym naszym spotkaniu. Beztrosko ignorowała wszelkie moje docinki, zdobywając zaufanie kroczek po kroczku. Pewnego dnia kiedy spotkaliśmy się nieopodal naszych domów (jesteśmy sąsiadami) klasnęła w dłonie oświadczając:
-Dosyć tego. Idziemy na drinka pogadać.
-Nie wiem czy wiesz ale jest po 22-giej..
-W knajpie do której Cię zaprowadzę czas nie ma znaczenia.Tylko uważaj!Pijemy, a Ty masz być zawsze jeden drink do przodu.
Zaiste, w barze do którego trafiliśmy czas otrzymał wilczy bilet. Nie wiem czy wczesny czy późny był to Gierek za to wolnych stolików nie brakowało, a na nich zauważyłem coś ,za co z miejsca pokochałem ten lokal-popielniczki.
Nareszcie nie czułem się dyskryminowany.
Zamówiliśmy drinki, usiedliśmy sobie i zapadła..
....cisza.
-Jesteś mężatką.-zauważyłem bystro zważywszy na to że Jej obrączka była gabarytów “hula hop”-Nie będzie miał Ci za złe?
-Co?Drinka?
-Przesiadywania w barze z obcym facetem.
-Już mu wysłałam esemeska. Zapewne niedługo go poznasz-odparła niedbale
-Przyjdzie tu?
-Nie dziś, nie dziś.-uśmiechnęła się
-Jak się poznaliście?
-Na “e-Darling”
Moje zdziwienie było widać aż nadto.
-Tak, na portalu randkowym. I od siedmiu miesięcy jesteśmy małżeństwem. Da się? Da się.Zamknij dziób, głupio wyglądasz..Jesteśmy tutaj bo to ja chcę posłuchać Ciebie, zatem nie zadawaj oczywistych pytań tylko gadaj. Co Cię gryzie robaczku?
No i popłyneło..Wszystko, jak leci, ze szczegółami, spowiedź katolika wyglądałaby przy tym jak pogawędka o pogodzie. Fascynujące, nowe dla mnie było to że tym razem to mnie słuchano ,a przecież ani przez chwilę nie użalałem się nad sobą. Krótkie, wysyczane zdania. Bez kwiecistych opisów.
Cóż za odmiana!
Kiedy skończyłem pomilczała chwilę.
-Wiesz, po prostu widać było po Tobie że chciałeś się wygadać.Lepiej?
Kupiła mnie.
Na teraz, na zawsze i na wieki wieków.
Wieczór przeciągnął się daleko w noc. Ot tak, zleciał sobie, niczym mgnienie oka, na zwykłej rozmowie.
Kiedy zaprosiła mnie do siebie -nie zastanawiałem się długo. Przygotowałem drobny upominek dla Niej i męża w przekonaniu że tak wypada. Na miejscu powitali mnie oboje, tak radośnie i naturalnie, aż poczułem się nieswojo. Mój cynizm nie miał się dobrze w takim otoczeniu.
Zdecydowanie.
Posadzono mnie w salonie na honorowym miejscu, podano do stołu. A wszystko przy akompaniamencie wspólnych uśmiechów ,przelotnych dotyków, pocałunków, tak niewymuszonych, naturalnych że nie musiałem ,bo nie mogłem zastanawiać się nad ich autentycznością.
To byłoby niestosowne.
Dwoje zdesperowanych samotnością ludzi odnalezionych przypadkiem.
Przeznaczenie?
Kiedy spoglądałem na nich, na igraszki Jej męża z kotem, powolutku docierało do mnie że to wszystko nie jest fikcją wymyśloną przez rozmarzonego scenarzystę, że tak można i trzeba. Widok kobiety która pięknieje w obecności swojego wybranka, widok rozkochanego mężczyzny nie potrafiącego odwrócić spojrzenia do tego stopnia żeby Jej nie było w obiektywie ,odnawia w Tobie obraz czegoś w co już dawno temu straciłeś wiarę.
Oni potrafią, oni mogą.
“Da się.”
Bardzo trudno jest wyjść z takiego domu. Człowiek podświadomie grzeje się czyimś ciepłem polegając na własnym egoiźmie.Kiedy nieuchronnie nadchodzi ta pora podnosisz się z jękiem zawodu.
-Muszę już iść..
-Ej, zostań jeszcze, poczekaj..
-Nie.Muszę już iść..
Moja “Mi mi” jakiś czas potem wyznała mi coś ,co poruszyło mnie dodatkowo:
-Zawsze miałam bardzo niskie mniemanie o sobie..Dopóki nie poznałam swojego męża. Wyobraź sobie-pisałam nawet bloga, był dla mnie terapią...
Roześmiałem się, przyznaję. Nie potrafiłem inaczej.
Czy kiedykolwiek trafiła na “tamiriana”?Czy była jedną z moich czytelniczek?
Nigdy się tego nie dowiem. Akurat ten szczegół mojego życia pozostaje dla niej nieodkryty.
Wiem jedynie że potrzebujemy takich ludzi. Takich właśnie jak “Mi mi” którzy nas przejrzą, zdefiniują i wysłuchają. Takich, którzy nieświadomie pokażą nam że wciąż wszystko jest przed nami.
Przeznaczenie?
Dlaczego nie.
Siedzę przed monitorem ze słabym drinkiem w dłoni.
Piję zdrowie tych którzy dotrwali do końca wpisu.
Nie mieli łatwo.
21 komentarzy:
Bardzo łatwo ja miałam! Ciebie nowego, po pół roku, że tak powiem, czyta się lekko i przyjemnie!
A usmiałeś się ze mnie, bo ja zawsze emocjonalnie podchodzę do wszystkiego :) taka juz jestem :) poza tym jak Ci zapewne wiadomo, każdy z nas zostawia w komentarzach cząstkę siebie :) ja zostawiam aż za nadto! hihihihihi :)
Pozdrwiam ciepło!
ps. jakkolwiek bys nie pisał - Ciebie nie można nie czytać :)
E tam, chyba jednak można :)z tą cząstką siebie to ostrożny bym był :)Ale to jaka jesteś widać, nie musisz o tym mówić i to jest właśnie najbardziej wartościowy komplement.
A więc dziękuję :)
To rzucę sprostowanie: Ja bym Ciebie nie mogła nie czytać :)
Prawda?;) pominąć tak fantastyczną grafomanię :)Swoją drogą wystarczysz mi jako wielbicielka mojego niewątpliwego talentu :)
nie mieli łatwo? no weź nie kpij ze mnie! Czytałam jednym tchem z uśmiechem na twarzy.Może ostatnio się trochę wylałam, ale wiesz;) Wszystko da sie, tylko jakoś sama w to nie dowierzam... chociaż nie wykluczam, ale co tam;)martwić się nie będę... a skoro już siedzisz i pewnie coś słuchasz to mam nową płytkę, zwie się Haken The Mountain. Pozdrawiam:)
no i nie wiem czy poprzedni komentarz wszedł:( jeśli tak to ten usuń:)
Niedowierzanie to pierwszy krok do zaniechania...
:)
o tym niedowierzaniu... To wiesz, że masz rację!!! Rzeczywiście tak jest, jak napisałeś!
A co do talentu... No ja czekam, aż tylko dasz mi cynk kiedy wyjdzie książka, bo ja chętnie poczytam :)
Walę młotkiem w orzeszki, oglądam Hobbita, siedzę przed kompem... Przyłączysz się? :)
AAa tutaj jesteś!!! Cieszę się, że znlazłam cię przypadkiem, bo odbijanie sie od tamtych (interiowych) drzwi mnie martwiło i zasmucało....
Należę do tego grona co się nie męczyło czytając.. mistrzu dialogów;)
Loonei
Przeczytałam Twòj wpis do końca i nie czuję się strudzona, powiem więcej, czytałam z ogromną przyjemnością.
Cieszę się z Twojej przyjaźni:) Wiem jakie to ważne, kiedy ktoś naprawdę słucha.
Pozdrawiam ciepło. Asia
No jestem wreszcie. I od razu siadłam do tak miłej lektury.
Rozumiem to, o czym piszesz w stu procentach, bo ja mam tak, jak ta pani. W ogóle nie podejrzewałabym, ba! nawet wydawało mi sie to niestosowne, żeby w moim wieku (tiaaa...) marzyć o spotkaniu człowieka, który nie będzie chciał mnie "wypuścić z kadru". A teraz razem budujemy dom na wsi.
Ściskam Cie mocno stary przyjacielu :-)
Nieważny adres , ważne są ludzie , których odwiedzamy . Wierzę i w przypadki i w przeznaczenie , ale wierzę też w wolną wolę człowieka . To wszystko jest elementem życia . Sama bym nie chciała wyjść z domu , gdzie są tak ciepli ludzie . Dobrze Cię znowu czytać :)
A Ciebie tu widzieć...Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dobrze :)
Ja też nie odczułam trudności :) wspaniale się to czytała ;) doceniasz, co {kogo} masz i to jest cudowne :) cieszę się, że masz taką Przyjaciółkę! "Korzystaj"!
P.S. Zgadzam się z Tobą :) z tymi zwojami mózgowymi... ;D zwoje + wyobraźnia :) = dobry kryminał!
Weź Ty komandosie-mój-szczerozłoty - jedyny-romantyczny przestań z tą skromnością niepotrzebną:) To raz. Dwa - bycie kochaną jest najpiękniejszym uczuciem na ziemi, co uskrzydla, jak nic...
a po trzecie, warto docenić, warto spróbować,warto znaleźć czas dla ludzi, których los stawia na naszej drodze.. no, cholera żyć warto! Prawda?
Halo ;) jest tam kto??? :)
I znów cisza....
Pozdrawiam
Mmadziulak
Loonei
Dawno nie czytałam tak "łatwego" i przyjemnego tekstu Tamiriana. Dobrze, że jesteś.
Warto było dotrwać do końca wpisu. Nigdy jeszcze tak dobrze mi się Ciebie nie czytało.
Bardzo, bardzo optymistycznie mi się na serduchu zrobiło :)
Nie szkoda Ci nic-a-nic bloga na Interii???
Pozdrawiam.
Drogie Panie-edenlas i Mała Mi-niebawem,niebawem..
vialay-dziękuję. Jestem w trakcie czytania Twoich wpisów, odezwę się jak dojdę do końca.
Pełnoletnia-dzięki,to miłe. A odpowiedź na Twoje pytanie brzmi-nie.
przyszłam sobie posiedzieć...
póżno jest, na szczęście jutro sobota więc mogę bezkarnie leżeć w łóżko dopóki nie usłyszę "mamo głodna jestem" :)
ostatnimi czasy mam "trudne" ranki, co prawda nie wstaje o 4.00 rano ale narzekać mogę? chyba każdy może od czasu do czasu, prawda?
:)
trzymaj kciuki za mnie Radku... nie za mnie nawet... za to, żeby stanął u nas wreszcie fotel bujany! o! :))))))))))))))))
mam ochotę na wielgachny koc narzucony na plecy, lampkę wina, czerwonego... letnią brzę na twarzy i szum morza w uszach... a przez palce u stóp niech przesypuje mi się ciepłu piach.
Zamknij oczy, czujesz to?
:)
Prześlij komentarz